Dlaczego szczeniak gryzie ręce i ubrania? Jak oduczyć szczeniaka gryzienia?

W zasadzie to najlepiej go w pierwszej kolejności tego nie uczyć…

Parson Russell Terrier - szczenię

Dosyć częstym problemem, z którym spotykają się właściciele szczeniąt, jest gryzienie domowników, ich ubrań, łapanie za ręce, nogawki czy sznurówki. Czasem jest to delikatne podgryzanie w zabawie, a czasem zachowanie staje się na tyle intensywne, że szczeniak zaczyna rwać ubrania albo gryźć do krwi. Ale skąd właściwie bierze się to zachowanie? Najczęściej z naszego cichego, a czasem nawet bardzo głośnego przyzwolenia. Co ciekawe, działania, które właściciele podejmują najczęściej, żeby temu zapobiec, bardzo często dodatkowo wzmacniają problem.

Naturalnym dla szczeniąt jest poznawanie świata przy użyciu pyska. Tak jak małe dzieci chwytają wszystko rękami, tak małe psy chwytają wszystko zębami. I o tyle, o ile uczą się wraz z matką i rodzeństwem, żeby nie gryźć zbyt mocno, relacje z nowymi właścicielami po przyjeździe do domu budują praktycznie od początku. Sprawdzają granice i jeśli można je przesunąć, oczywiście będą próbowały to zrobić.

Co sprawia, że gryzienie jest dla szczeniaka tak atrakcyjne?

Po pierwsze: uciekający obiekt. Jeżeli szczeniak rzuca się nam na ręce, rękawy albo nogawki, a my próbujemy je zabrać, uruchamiamy mechanizm pogoni. Pies jest drapieżnikiem i naturalne dla niego jest to, że jeżeli coś ucieka sprzed pyska, warto to gonić i próbować zatrzymać. Więcej o tym mechanizmie pisałam we wpisie dotyczącym łańcucha łowieckiego u psa. Im bardziej się wyrywamy, cofamy rękę, odskakujemy albo próbujemy biec dalej, tym bardziej napędzamy psa.

Drugą rzeczą jest nasza reakcja. Na początku zwykle jest ona zbyt słaba. Kiedy szczeniak jest malutki, śmiejemy się, bo bierze nasz palec do pyska i wydaje się to urocze. Problem w tym, że szczeniak rośnie bardzo szybko i z dnia na dzień gryzie coraz mocniej. W pewnym momencie zaczynamy więc reagować. „Ała”, „Co ty robisz?”, „Nie wolno!”, „Puść!”, „Ej, ale dlaczego tak robisz?”. Do tego zabieramy rękę po kilku sekundach gryzienia, odpychamy psa, schylamy się nad nim i zaczynamy robić wokół niego spore zamieszanie. Tego typu reakcje sprawiają, że stajemy się dla psa jeszcze ciekawsi. Coś się dzieje. Jest ruch, emocje, interakcja i zabawa. Kiedy problem robi się naprawdę duży i szczeniak zaczyna rwać ubrania albo gryźć mocno, właściciele często wpadają w drugą skrajność. Krzyczą, szarpią psa albo próbują go od siebie odpychać, a to bardzo często nakręca go jeszcze bardziej. W przypadku terierów takie zachowanie to wręcz miód na małe, terierze serduszko.

Kolejną rzeczą, która bardzo wzmacnia gryzienie, jest uwaga, którą pies wtedy dostaje. Przechodzimy z kuchni do salonu i nie zwracamy uwagi na szczeniaka. W tym momencie łapie nas za kostki albo nogawkę, a my natychmiast się schylamy, mówimy do niego, łapiemy go, odciągamy albo bierzemy na ręce. I tym samym dokładamy kolejny plus do tego zachowania.

Więc co zrobić, żeby gryzienie się nie utrwalało? Pierwszą pracę wykonuje hodowca. Opiekując się maluchami, które później powierzam właścicielom, bardzo pilnuję tego, żeby nie utrwalały gryzienia ludzi. Robię wszystko, żeby je do tego zniechęcać. Ale jeżeli po przyjeździe do nowego domu właściciele staną się bardzo atrakcyjnym „gryzakiem”, cała ta praca szybko pójdzie na marne.

Po pierwsze nie pozwalamy szczeniakowi wkładać do pyska naszych rąk, nóg ani ubrań. Nigdy. Niezależnie od wieku psa. Jeżeli odwiedzamy miot kilkutygodniowych szczeniąt, również nie pozwalamy na gryzienie. I dokładnie tak samo postępujemy po odbiorze psa z hodowli. Tylko konsekwencją jesteśmy w stanie nauczyć szczenię, że gryzienie człowieka jest zabronione.

Co więc zrobić, kiedy szczeniak próbuje nas gryźć? Unieruchamiamy część ciała albo rzecz, którą gryzie. Całkowicie. Nie bawimy się w przeciąganie i nie próbujemy wyrywać jej z pyska. Podkładamy jasny komunikat oznaczający „nie”. Pamiętajmy, że szczeniak dopiero uczy się naszego języka, więc komunikat powinien być prosty i zawsze taki sam. Zamiast „no nie gryź”, „oj co ty robisz”, „nie za sznurówki”, „ała ała”, lepiej powiedzieć krótkie i stanowcze „fe”.

Jeżeli nie puszcza od razu, możemy zagarnąć materiał dłonią i ścisnąć go tak, żeby po prostu uniemożliwić dalsze gryzienie. Jeżeli nadal próbuje nas łapać, stoimy nieruchomo i nie wprowadzamy emocji. Co zrobić, jeżeli puszcza tylko na chwilę i od razu wraca do gryzienia? Możemy go spokojnie przytrzymać albo posadzić i przeczekać moment pobudzenia. W zależności od psa może to trwać od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu minut. Zwłaszcza w przypadku ras mocno pobudliwych, takich jak terriery, emocje potrafią utrzymywać się bardzo długo i trzeba dać psu czas, żeby realnie się wyregulował, a nie tylko zatrzymał na chwilę.

I tutaj bardzo ważna rzecz. Nie próbujemy przekierowywać psa zabawką w momencie, kiedy nas gryzie i jest mocno pobudzony. Bardzo często można usłyszeć rady, żeby „dać mu coś do gryzienia”, kiedy rzuca się na ręce albo nogawki. Problem w tym, że dla psa będzie to forma nagrody. Pies rozpoczął pogoń, rozpoczął gryzienie, wszedł w duże pobudzenie, a na końcu dostał jeszcze atrakcyjną zabawkę. W jego głowie cały ciąg zachowań zakończył się sukcesem.

Dlatego nagradzamy dopiero moment wyciszenia. Moment, w którym pies całkowicie odpuści, przestanie próbować gryźć, sam zacznie się regulować emocjonalnie i zajmie się czymś innym. Dopiero wtedy możemy zaproponować mu zabawkę, gryzak albo wspólną aktywność. Dzięki temu uczymy psa, że to spokój przynosi korzyści, a nie nakręcanie się i atakowanie naszych ubrań. W przypadku ras bardzo pobudliwych, takich jak parsony, dawanie szarpaka w trakcie gryzienia człowieka bardzo często prowadzi do tego, że zachowanie zaczyna pojawiać się częściej i z większą intensywnością.

Potrzeba gryzienia sama w sobie jest oczywiście całkowicie naturalna. Szczeniaki mają potrzebę żucia, szarpania i pracy pyskiem. Trzeba ją po prostu realizować w odpowiedni sposób, ale nigdy naszymi rękami czy ubraniami.

Tak więc podsumowując, nie poruszamy obiektem, który pies gryzie, nie pozwalamy na gryzienie „czasami”, nie krzyczymy i nie ekscytujemy się, używamy jednego, jasnego komunikatu i nagradzamy dopiero moment wyciszenia. Nasze maluchy wychodzą z hodowli już ze słowem „fe” i właściciele mogą dalej pracować na tym komunikacie po przyjeździe psa do domu.

Warto też pamiętać, że po zakończeniu wymiany zębów potrzeba gryzienia mocno spada. Jeżeli jednak przez cały okres szczenięcy pies nauczy się, że gryzienie ludzi daje mu emocje, uwagę i zabawę, problem może zostać z nami na bardzo długo.

Badania nad zachowaniami łowieckimi u psów

Zobacz również:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *