Co to znaczy, że pies ma być psem? W opinii większości ludzi, którzy lubią psy, ale nie znają się na nich zbyt dobrze, pies ma być taki, jak 50 lat temu na wsi. Ma biegać wzdłuż ogrodzenia, szczekać na obcych i skakać na domowników, gdy Ci wracają z pracy.
Dlaczego tak się utarło? Myślę, że głównie dlatego, że każdy kto miał kiedyś psa, myśli, że się na nich zna. Że jego dobre chęci, połączone z wielką miłością do zwierząt są przepisem na sukces. Jako zoopsychologa, a przede wszystkim kynologa, denerwuje mnie takie podejście.
Każdy specjalista w jakiejś dziedzinie, wie, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nic nie wie, ale swoje doświadczenie traktuje jako prawdę objawioną. Większość z nas ma w rodzinie takiego wujka „Mirka”. Jest on znawcą motoryzacji, lejąc najtańsze paliwo i jeżdżąc całe życie starą toyotą na letnich oponach. Jest też specjalistą od driftu, bo kiedyś kręcił kółka na ośnieżonym parkingu pod marketem. Takimi właśnie znawcami kynologii, jest większość ludzi. Od dziecka w domu mieli psy, ale nigdy nie skończyli w tym kierunku, żadnych studiów.
Mam w domu kwiatki, które całkiem ładnie rosną. Dbam o nie jak umiem, czytam o tym w internecie, ale nigdy nie wpadłabym na pomysł, by komuś w tym zakresie radzić. A już tym bardziej się wymądrzać.

Czemu wogóle poruszam ten temat? Absolutnie nie po to, by budzić refleksje podczas rodzinnych spotkań. Na których nota bene, gdy sama słyszę jakieś wspaniałe pseudo-psie mądrości, to niepytana się nie odzywam. Doświadczenie nauczyło mnie, że ludziom, którzy nie proszą o rady, się ich po prostu nie udziela.
Poruszam ten temat w kontekście wyboru hodowli. Doboru szczenięcia podług naszych potrzeb i lepszego zrozumienia wpływu jaki ma podejście hodowcy na naszego potencjalnego podopiecznego.
Czy pozwalanie psu biegać po podwórku i szczekać na przechodzące psy, jest pozwalaniem mu być po prostu psem?
Moja odpowiedź może zaskoczyć ale nie.
Kiedyś jedynym zajęciem psów w domach było ujadanie. Stawało się to poniekąd ich pracą. Dziś wiemy, że psychika takiego przysłowiowego „ujadającego kundla” bardzo na tym cierpi. Ten sam pies, prawidłowo zaopiekowany nie będzie czuł potrzeby by się tak zachowywać. Jeśli zapewnimy mu mądrą opiekę, nie będzie po pierwsze czuł zagrożenia ze strony obcych ludzi, po drugie, jego wszystkie potrzeby psychiczne i fizyczne zostaną zaspokojone w ciągu dnia, co oznacza, że zniknie też wewnętrzna motywacja by tak się zachowywać.
Dla lepszego zobrazowania tej sytuacji, za przykład wezmę tu owczarka niemieckiego. Wszystkim dobrze znanego „wilczura”, który utarł się w naszych wyobrażeniach jako pies stróżujący. Ludzie na wsiach od lat trzymali owczarki „mniej lub bardziej rasowe” jako psy do obrony terenu. Wiele z tych psów mieszkało w budach na dworze lub wchodziły do domu, ale lwią część swojego życia spędzały na dworze „odstraszając” intruzów.
No i co tu niby złego zapytacie? Przecież ten pies został do tego stworzony? I tutaj mamy idealny przykład tego, że tylko nam się tak wydaje. Owczarek niemiecki to pies pasterski z założenia. Pasterski – nie owczarz! Co znaczy, że bliżej mu psychiką do border collie niż do podhalańczyka. Owczarek niemiecki to pies stworzony do pracy z człowiekiem. W jego bliskim towarzystwie i torturą dla niego jest zamykanie cały dzień na dworze. Prawidło prowadzony owczarek, to pies do zadań specjalnych, sprawdzi się świetnie w psich sportach czy służbie np. w policji. Znęcaniem się psychicznym jednak nad nim jest zmuszanie go do samodzielnego funkcjonowania na dworze.
90% społeczeństwa zapytana czy owczarek niemiecki to świetny pies stróżujący odpowie „Tak”.
Ale wystarczy zagłębić się w temat, żeby dowiedzieć się, że absolutnie nie. Jeśli zapytamy o to wieloletnich hodowców owczarków niemieckich, to jestem pewna, że część z nich także powie, że owczarek super sprawdza się jako podwórkowy pies. Dlaczego? Bo jeśli nie znają się na psach i nie posiadają pogłębionej wiedzy, w tym wiedzy książkowej, to i 30 lat obcowania z tymi psami nic do ich życia nie wniesie. Zabraknie w ich myśleniu podstaw jak: czytanie mowy ciała, rozumienie zachowań czy bardziej zaawansowanych elementów wiedzy o psach z zakresu np. pracy mózgu, wiedzy na temat tego, jaka część mózgu odpowiada za konkretne zachowanie, jakie hormony wydzielają się w konkretnych sytuacjach itd.
Jeśli zapytacie o to hodowcę owczarków, który jest także wykładowcą akademickim z dziedziny hodowli czy genetyki. Odpowie Wam, że jeśli poszukujemy psa stróżującego, to jest wiele ras, które sprawdzą się w tej roli świetnie i będą szczęśliwe, ale na pewno nie jest to owczarek niemiecki.
Na tym przykładzie staram się pokazać jak ważna jest wiedza hodowcy. By nie była ona tylko „praktyczna”, by była cały czas poszerzana.
Psy i szczenięta w hodowli nie mają biegać umorusane non stop po podwórku, szczekać i tłuc się między sobą, a pod okiem hodowcy doświadczać świata i uczyć się mądrych zachowań. Hodowca w kontrolowanych przez siebie warunkach musi narażać maluchy na stres, tak by uodparniały się na niego stopniowo i by w nowym domu znosiły wszystko jak najlepiej.
Różnice intelektualne pomiędzy psami wychowanymi w tzw. domowych warunkach – czyli po prostu latając po domu, a psami, które są prowadzone od małego przez hodowcę, gdzie oprócz miłości zapewnia też ograniczenia, naukę, stymulację, mądrą socjalizację i habituację, są znaczne.
Przy dorosłych psach różnice także są widoczne. Nasze parsony, zawsze zaskakują odwiedzających tym, że nie ujadają. Można pukać, dzwonić dzwonkiem, a one nawet nie podniosą głów. Nie przyjdą też witać gości, do puki nie odstaną na to zgody. Czy to znaczy, że nie są psami? Nie! to znaczy, że nie boją się ani nadmiernie nie ekscytują na gości. Że podczas dnia mają całą masę zajęć i nie muszą z nudów szukać nowych. Na podwórku nie biegają wzdłuż płotu, tylko rzucą okiem na przechodzących ludzi czy psy.
Jeśli zapytacie hodowcę czy myje psom zęby? a on odpowie: ” bez przesady już, przecież mają gryzaki.” To przypomnijcie sobie, że szczoteczki do mycia zębów zostały opatentowane 1850 roku, a ich produkcja rozpoczęła się w 1885. A co było wcześniej? Tarliśmy sobie zęby jakimiś ściereczkami, gałązkami, i żuliśmy różne rzeczy… Czyli tak jak uważa się ogólnie, że psom powinno czyścić się zęby… Widzicie analogie do poprzedniego przykładu? Jeśli zapytacie o te kwestie psiego stomatologa powie: Psu myjemy zęby codziennie. Zacofany hodowca powie – nigdy nie myłem psom zębów i jakoś żyły. A no żyły. W bólu, a na starość miały te zęby po prostu wyrywane. Często cierpiały też na choroby wywołane przez zapalenia w jamie ustnej.
Wracając do tematu – Czy pies musi być psem? Bycie psem, to nie brud, hałas i chaos. A kynologia na poziomie stara się dbać o psy tak jak o ludzi. Z niemniejszą dbałością. Jeśli chcecie dbać o swojego psa prawidłowo – rozwijajcie się, czytajcie i słuchajcie specjalistów. Nie ludzi, którzy myślą, że coś wiedzą, ale takich, którzy rzeczywiście znają się na temacie.
Nabywając psa, wybierajcie najpierw hodowlę, a potem dopiero szczenię, bo to wiedza hodowcy i jego wkład pracy w malucha, a nie rozmieszczenie łatek czy termin odbioru szczenięcia, będzie gwarancją szczęśliwego wspólnego życia.

