Czekając na mojego pierwszego parsona, siedziałam jak na szpikach. Otrzymałam od hodowcy 5 zdjęć małej Anishki, czyli Philadelphi i tak aż do dnia odbioru oglądałam je w kółko i w kółko. Nie wpadłam jednak na pomysł, żeby poprosić o zrobienie kolejnych, Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia. Kiedy Fisia bardzo szybko dorosła, a w mojej galerii zostało zaledwie kilka zdjęć, na których jest jako malutki szczeniaczek, zaczęłam żałować, że nie mam więcej zdjęć od hodowcy. No bo przecież to taka super pamiątka, a co komu szkodzi pstryknąć słodkiemu szczeniaczkowi kilka zdjęć więcej…

Już wiem, że szkodzi!

Psychika człowiekowi siada, kiedy takiej rozwrzeszczanej bandzie ma zrobić chociaż jedno zdjęcie. Ale do rzeczy. O czym będzie dzisiejszy wpis? O zdjęciach szczeniaczków. Powiemy sobie troszeczkę o tym, dlaczego hodowcy tak trudno zadbać o codzienne robienie zdjęć, poznamy kilka trików, które można wykorzystać podczas sesji szczeniąt oraz obejrzymy mega słodkie szczeniaczki, tak więc zapraszam!

Zacznijmy od początku i usystematyzujmy sobie pewne rzeczy. Hodowca nie zawsze jest fotografem. Kiedy jeszcze nie interesowałam się fotografią, zdjęcia moich szczeniąt wykonywali fotografowie, lub znajomi, którzy byli na tyle życzliwi, żeby to zrobić. Dlaczego potrzebny jest do takich zdjęć fotograf? Na to pytanie możecie odpowiedzieć sobie sami. Pod spodem macie przykład zdjęcia zrobionego komórką przez amatora i zdjęcie szczenięcia zrobionego profesjonalnym sprzętem przez fotografa.

Czy widzicie różnicę? Nawet najpiękniejsze szczenię zawsze prezentuje się lepiej na ładnym zdjęciu.

Skoro już wiemy, że profesjonalne zdjęcie wymaga fotografa, wiemy też, że wiąże się to z kosztami, dogrywaniem terminów itd. Dlaczego jednak hodowca nie może po prostu cyknąć kilku fotek telefonem i już?

Osobiście tego nie robię, bo albo robimy coś dobrze, albo wcale. Chcę, żeby zdjęcia krążące po sieci były zdjęciami, które ja do tego świadomie przeznaczę. Nasza hodowla tym różni się od innych, że wszystko jest przemyślane i zaplanowane. Studiuję hodowlę, by być hodowcą z jak największym wykształceniem w tej dziedzinie, robię wszystkie niezbędne badania genetyczne (pomimo, że czasem nie trzeba, bo zdrowie szczeniąt wynika w niektórych skojarzeniach z badań rodziców), żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik także na papierze. Więc tak też zdjęcia szczeniąt nie są robione byle jak.

Jeśli jednak zdarzy się tak, jak w moim przypadku, że hodowca jest fotografem? To jak to jest, że ten niedobry hodowco-fotograf nie wstawia codziennie świeżutkich zdjęć maluszków?

Już tłumaczę.

Do puki maluszki mają zaledwie kilka dni, robienie im zdjęć to poezja. Rozkosznie śpią i nie wykonują żadnych gwałtownych ruchów.

Uwaga wskazówka!

Jeśli chcemy je ustawić w odpowiedniej pozycji do zdjęcia, np. na środku kadru, lub obok rodzeństwa, wystarczy bardzo ściśle nakryć je dłońmi i poczekać aż zasną (trwa to średnio około minuty) i voila. Maluch może leżeć w ten sposób na prawdę długo. W między czasie zdążymy dołożyć do niego rodzeństwo, zmienić kilkukrotnie scenerię, a jeśli temperatura mu odpowiada, możemy nim nawet troszkę pomanewrować.

Z takimi modelami praca jest niesamowicie przyjemna i satysfakcjonująca. Ustawiamy aparat na wybrane przez siebie parametry, a potem szukamy tylko idealnych ujęć.

Problemy zaczynają się, kiedy dzieciaki robią się coraz bardziej mobilne…

Zaczynają pełzać, wiercić się i wszystko, ale to dosłownie wszystko je interesuje. Jeśli gdzieś je posadzimy, mamy 100% pewności, że właśnie tam nie zostaną. Podchodzą do obiektywu, lamp, odwracają się pupami w stronę aparatu, chowają noski w koc. Robią wszystko, co w ich mocy, żeby zdjęcie nie wyszło. A spróbuj je przytrzymać w jednej pozycji… Ryk świadczący o zamachu na życie szczyla wezwie zaalarmowaną matkę, która w najlepszym razie zgromi Cię wzrokiem, a w najgorszym odgryzie jakiś palec. No może lekko wyolbrzymiam, ale jednak nikt nie chce niepokoić świeżo-upieczonej mamusi.

Co nam zostaje w takiej sytuacji? Odnoszenie malucha milion razy w kadr i wyścig z czasem, by udało się to uwiecznić. W praktyce wygląda to tak:

  1. Umieszczasz malucha w kadrze
  2. Upewniasz się, że grzecznie sobie siedzi i nie zamierza uciekać
  3. Przykładasz aparat do oka
  4. Patrzysz przez wizjer i widzisz pusty kadr
  5. Odkładasz aparat i powtarzasz punkt 1.

I tak w nieskończoność. Oprócz tego, kiedy maluszki są już większe i zaczynają się ruszać, bardzo ciężko jest ustawić odpowiednie oświetlenie. W trakcie robienia zdjęć notorycznie trzeba zmieniać ustawienia aparatu, aby zdjęcia były odpowiednio ostre, nie za ciemne lub nie za jasne. O aranżacji jakiegoś bardziej ambitnego kadru można tutaj zapomnieć, bo wycelować w takiego małego uciekiniera i nie uciąć mu na zdjęciu połowy pyszczka, to już jest wyczyn.

Uwaga wskazówka!

Aby zagwarantować sobie jak najlepsze zdjęcia, musimy zadbać o odpowiednie oświetlenie. „W całkowitej ciemności nawet najlepszy drapieżnik traci wzrok”. I tak też jest z aparatem. Nawet najlepszy sprzęt nie podoła, jeśli nie zagwarantujemy mu odpowiedniego oświetlenia.

Ile więc trwa taka sesja zdjęciowa?

Jeśli maluchy są wyjątkowo grzeczne, to około 10-15 minut na jedno szczenię, by uzyskać od 1 do 3 udanych zdjęć. Jeśli szczenięta są niegrzeczne, to 40 minut na jednego malucha i uzyskujemy całkowite 0 wyraźnych zdjęć. Wybieramy pierwsze lepsze i po zabawie. Tak więc przeciętna sesja miotu trwa około 1,5 do 2 godzin. Ale to jeszcze nie koniec. Kiedy już zrobimy zdjęcia, trzeba wszystkie przejrzeć i wybrać najlepsze z nich. Potem należy je obrobić. I tu kolejne schody, bo obróbka zdjęcia w zależności od naszej weny, chęci, pomysłu i umiejętności trwa od 10 minut do nawet kilku godzin. Średnio nad obróbką 7-8 zdjęć z sesji spędzam około 3 godzin.

Dlatego właśnie zdjęcia szczeniąt na naszej stronie pojawiają się około 3-4 razy od momentu narodzin, do momentu opuszczenia hodowli. Mam nadzieję, że temat został wyczerpany i teraz znacznie wyrozumialej będziecie patrzeć na ten aspekt.

Maluchy
Dakota

Zobacz również:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *